Niedzielne przemyślenia: wyloguj się, żeby wrócić do siebie
Coraz częściej łapię się na tym, że dzień zaczyna się od ekranu i kończy na ekranie. Telefon jako budzik, potem szybkie sprawdzenie wiadomości, maili, social mediów. W międzyczasie laptop, wieczorem serial „dla resetu”. I niby wszystko jest normalne, współczesne, potrzebne. A jednak gdzieś pomiędzy tym wszystkim łatwo zgubić ciszę, myśli i kontakt z samą sobą.
Dlatego dziś, w ramach niedzielnych przemyśleń, chcę zostawić prostą zachętę: raz na jakiś czas wyloguj się ze wszystkiego elektronicznego. Nie z obowiązku. Z wyboru. Z troski o siebie.
Nie chodzi o radykalne odcięcie się od świata, bo wielu z nas ma pracę, w której telefon i dostęp do wiadomości są realnie potrzebne i ważne. Odpowiedzialność, projekty, ludzie po drugiej stronie. To rozumiem. Dlatego zamiast myśleć o całkowitym odłączeniu, warto zaplanować konkretny dzień albo weekend, kiedy naprawdę możesz sobie na to pozwolić. Wpisać go w kalendarz tak samo jak spotkanie czy wyjazd. Świadomie.
Zostawić telefon w szufladzie.
Wyłączyć laptop.
Nie włączać telewizora „w tle”.
I pobyć.
Samemu.
Z bliskimi.
W domu, tak jak lubicie najbardziej – przy wspólnym śniadaniu, długiej kawie, spacerze bez pośpiechu.
Albo wyjechać gdzieś dalej. W naturę. Do lasu, nad wodę, w góry. Tam, gdzie jest trochę ciszej, trochę wolniej i gdzie nie trzeba co chwilę sprawdzać powiadomień. Do tej drugiej opcji zachęcam najmocniej, bo kontakt z naturą robi coś, czego żaden „digital wellbeing” w telefonie nie zastąpi.
Do takiego zatrzymania inspiruje mnie między innymi dr Piotr Stankiewicz, który zajmuje się filozofią stoicką i w bardzo przystępny sposób przypomina o rzeczach podstawowych: spokoju, uważności, dystansie do nadmiaru bodźców. Jeśli jeszcze go nie śledzisz, warto to nadrobić, bo jego przemyślenia potrafią naprawdę dobrze ustawić głowę na nowo.
Stoicy zresztą mówili o tym od dawna – że potrzebujemy chwil wycofania, ciszy i powrotu do siebie, żeby zachować równowagę. Dziś nazwalibyśmy to pewnie „detoksem cyfrowym” albo „digital detox”, ale sens pozostaje ten sam: mniej hałasu z zewnątrz, więcej kontaktu ze sobą.
Kiedy odkładasz telefon na cały dzień, nagle okazuje się, że czas płynie inaczej. Rozmowy są dłuższe. Myśli spokojniejsze. Spacer nie jest przerywany robieniem zdjęć. Obiad nie stygnie, bo nie sprawdzasz czegoś „na chwilę”. I wraca coś bardzo prostego: obecność.
Zachęcam Cię, żeby spróbować. Zaplanuj swój dzień offline. Albo weekend. Zobacz, co się zmieni. Jak się czujesz bez ciągłego dopływu informacji. Jak odpoczywa głowa. Jak reaguje ciało. Jakie pojawiają się myśli.
Daj znać po takim doświadczeniu, co się u Ciebie wydarzyło i jakie masz refleksje. Ja też wrócę do tego tematu za jakiś czas i podzielę się tym, jak ja to przeżyłam.
Na koniec zostawiam myśl stoików, która dobrze pasuje do tej idei:
„Nigdzie człowiek nie znajduje więcej spokoju i wolności od trosk niż we własnej duszy.” – Marek Aureliusz.
Może właśnie dlatego warto się czasem wylogować. Żeby znów się zalogować… do siebie.
Miłej Niedzieli kochanie,
Pozdr,
Aga P.